Live For Speed by Michal 011093

Temat: Głogów: Ruszył proces ochroniarza z Tesco
" />Lewica.pl - 23.12.2009


">21 grudnia przed Sądem Rejonowym w Głogowie miała się odbyć rozprawa karna przeciwko Marianowi S., któremu prokuratura zarzuca znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Miał on własnoręcznie udusić kota w Tesco w Głogowie, w którym do lutego br. pełnił funkcję szefa ochrony, a także strzelać do wróbli z wiatrówki na terenie hali sklepu. (...)

http://www.lewica.pl/?id=20633
Źródło: hiperforum.eu/viewtopic.php?t=234



Temat: O Polskiej Partii Pracy
" />KOMUNIKAT PRASOWY

Informujemy, iż dnia 21 grudnia (tj. poniedziałek) o godzinie 9:00 w sali nr 6 Sądu Rejonowego w Głogowie odbędzie się rozprawa karna przeciwko Marianowi S., któremu głogowska prokuratura zarzuciła znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Marian S. pełniąc funkcję kierownika ochrony sklepu Tesco w Głogowie zdaniem prokuratury na początku 2009 r. własnoręcznie udusił kota na terenie sklepu oraz strzelał do wróbli na hali sklepu Tesco.

W lipcu br. Sąd uznał Mariana S. winnym zarzucanego mu czynu i skazał na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata i karę finansową w wysokości 2000 zł z przeznaczeniem na organizację zajmującą się ochroną zwierząt. S. odwołał się od tego wyroku do sądu wyższej instancji a ten polecił ponowne rozpatrzenie sprawy.

W związku z burzą medialną wokół sprawy i prokuratorskimi zarzutami wobec kierownika ochrony swojego sklepu w Głogowie, władze Tesco Polska przeniosły Mariana S. na identyczne stanowisko do Lublina. W Lublinie piastując funkcję szefa ochrony Marian S. skupił się na szykanowaniu pracowników, a głównie tych należących do Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80". W ostatnim czasie w lubelskim Tesco doszło do nieudanej na szczęście prowokacji, gdzie podrzucono kasjerkom na kasę woreczek z białym proszkiem przypominającym narkotyki. Ponadto, ochrona zakazała tamtejszym pracownikom całkowitego rozmawiania między sobą. O sytuacji panującej w tamtym sklepie rozpisuje się szeroko lubelska prasa. Znamienne jest to, że spółka Tesco Polska utrzymywała i utrzymuje po dziś dzień stosunek pracy z Marianem S. pomimo ciążących na nim zarzutów i wyroku sądu, a nie ma skrupułów do natychmiastowego zwalniania innych pracowników, w tym głównie kasjerek i pracowników działów za najmniejsze choćby przewinienie lub bez żadnego powodu.

Rozprawie sądowej przeciwko Marianowi S. przysłuchiwać się będą reprezentanci "Sierpnia 80" oraz przedstawiciele Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom "Amicus" z Głogowa.

Patryk Kosela
Przewodniczący
WZZ "Sierpień 80" w Głogowie
Źródło: lkr.pl/viewtopic.php?t=21893


Temat: Szef ochrony strzelał i zabijał w Tesco?
" />http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.d ... /387322017

Anna Białęcka, 076 833 56 65, abialecka@gazetalubuska.pl

Policja wciąż zbiera dowody. I analizuje ten najważniejszy - nagrania z monitoringu w Tesco w Głogowie. Czy został na nich uchwycony moment zabicia kota? - Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa było zasadne - słyszymy w komendzie policji.

Jednak jak na razie policjanci nie chcą ujawniać żadnych szczegółów. Dochodzenie jest prowadzone pod nadzorem prokuratury. W mieście aż huczy od domysłów i spekulacji. Internauci nie szczędzą komentarzy na temat tego, czy doszło do zabicia kota przez pracownika Tesco, czy też nie.

Kot padł koło skarbca

A rozpoczęło się wszystko 6 stycznia za sprawą informacji, jaką zamieścił jeden z pracowników sklepu na forum.gazetalubuska.pl: "A co powiecie na to, że szef ochrony supermarketu Tesco na jednej z nocek udusił własnymi rękami kota, a niejedną noc spędził z dubeltówką w ręku strzelając do wróbli. I co takiemu zrobią? Nic, bo to przecież były glina.”

Poprosiłam internautę o kontakt. Było kilka telefonów do redakcji. A w internecie robiło się coraz goręcej od komentarzy. Podstrony, które powstawały w związku z tym co się dzieje w Tesco odwiedziło już ponad 7.000 osób. Temat stawał się z każdym dniem coraz bardziej gorący.

Co wynikało z zamieszczanych tam informacji? Przede wszystkim to, że jeden z etatowych pracowników sklepu zabił kota. I to w sposób brutalny, na oczach klientów i personelu. Opisy tego zdarzenia są bardzo drastyczne. Miało do niego dojść 28 grudnia. Mężczyzna przyjechał do pracy około 22.00. Najpierw strzelał do wróbli ze strzelby, którą trzyma w sklepie. Później wziął się za kota. Około 23.25, jak wynika z opisów, dusił zwierzę na hali sprzedaży. Kot dokonał żywota przed drzwiami do skarbca około godz. 23.40. Jak przekonywali internauci, a także moi rozmówcy telefoniczni, wszystko jest na nagraniach z monitoringu sklepu.

Cudowny powrót kota

Czy to wszystko może być prawdą? Dyrektor sklepu Adam Adamek nie chciał udzielić mi żadnej informacji, odmówił spotkania i jakiegokolwiek kontaktu z oskarżanym przez internautów pracownikiem. Odesłał mnie do rzecznika w Warszawie.

Rzecznik badał głogowską sprawę przez cały dzień. W końcu udzielił informacji. Wynikało z niej, że do żadnego zabicia czworonoga nie doszło. - Ten kot już wrócił do sklepu i znów będziemy mieli z nim problemy, bo trzeba będzie go po raz kolejny wynieść - zapewnił Przemysław Skory. - Czyli sprawa zabicia kota, to żadna sprawa. Zapewne pani wie, jak internauci potrafią wypisywać różne rzeczy na forach. Nieprawdziwe rzeczy.

Poprosiłam więc policję o pomoc w wyjaśnieniu tego, czy faktycznie doszło do zabicia kota, czy też nie. - Zajmiemy się tym jak najszybciej - zapewnił rzecznik policji Bogdan Kaleta. Jeszcze tego samego dnia funkcjonariusze pojawili się w sklepie, by obejrzeć nagrania z monitoringu.

Wciąż przeglądają nagrania

19 stycznia, na łamach oraz w wydaniu internetowym "GL”, ukazał się artykuł "Strzelają i zabijają w tym hipermarkecie?”. To spowodowało jeszcze gorętszą dyskusję na Forum. A komendant policji otrzymał kilka listów, w których dostał dokładny opis zajścia i jeszcze kilka innych informacji dotyczących tej sprawy.

Na jakim etapie jest teraz to dochodzenie? - Badamy sprawę, przeglądanie nagrań jest uciążliwe i zabiera sporo czasu - zapewnia rzecznik. - Ale z tego, co już wiemy wynika, że powiadomienie policji było zasadne. Nie udzielamy jednak żadnych szczegółowych informacji.
Źródło: hiperforum.eu/viewtopic.php?t=96


Temat: uwaga na dzieciatka
" />Odświeżam temat, ponieważ dzisiaj natknęłam się na coś takiego:

Czarna wołga w hipermarkecie


">Czarna wołga w hipermarkecie
Dorota Żuberek
2009-03-06, ostatnia aktualizacja 2009-03-06 17:54

- Dziecko porwane w sklepie rodzice znaleźli po kilku godzinach w wyciętą nerką - znacie tę historię? To popularna legenda miejska, która wraca od czasu do czasu w mailach i rozmowach. Ostatnio "porywają dzieci" w supermarkecie Gdyni. Policja uspokaja - Nie było takiej sytuacji. Matki wiedzą jednak swoje i ostrzegają się nawzajem na forach internetowych.

- W gdyńskim Tesco doszło do próby porwania dziecka. Czteroletni Bartuś, przebywający w sklepie z mamą, nagle zniknął jej z oczu. W punkcie informacyjnym poprosiła o ogłoszenie komunikatu o zaginionym chłopcu. Wtedy zobaczyła obcego mężczyznę, który niósł nieprzytomne dziecko na rękach. Krzyk kobiety sprawił, że mężczyzna rzucił chłopca na ziemię i uciekł - o tym rozpisuje się w weekendowym wydaniu "Polska Dziennik Bałtycki".

Dziennikarze przepytali policję, hipermarket - i jedni, i drudzy zaprzeczają, żeby do takiego zdarzenia doszło.

Matki nie wierzą - porywają dzieci i już

Tę historię - w różnych wersjach - przerabiano już w innych miastach - w Warszawie, Poznaniu i różnych miastach na Śląsku. W Głogowie do dramatu miało dojść w Carrefourze - informowała o tym "Gazeta Lubuska". W Raciborzu był to już supermarket z sieci Auchan, w Rybniku plotka przeniosła się do Tesco. Z kolei Katowice i Bielsko-Biała postawiły na sklep IKEA. Właściwie żadne większe centrum handlowe nie ustrzegło się tragicznej "nerkowej" historii.

W żadnym z miast policja nie potwierdziła, że zgłoszenie o takim przestępstwie do nich wpłynęło.

Również my na Alert24 dostaliśmy informację o próbie porwania dziecka w stołecznym centrum handlowym Promenada w Warszawie.

Sprawa okazała się wymysłem, ale wieść poszła w miasto. Matki na forach internetowych ogłosiły, że dwa razy się zastanowią zanim pójdą do tego sklepu.

Bo przecież zabierają dzieci...

Do Trójmiasta historia dotarła na początku tego roku, gdy jeden z portali opublikował notkę o Krzysiu, wyrwanym z łap porywacza w jednym z gdyńskich sklepów.

To nie jedyna miejska legenda, paraliżująca w ostatnim czasie Trójmiasto. Przed kilkoma laty, podczas wakacji policjanci wielokrotnie dementowali informację o znalezionej na sopockiej plaży martwej dziewczynie z wyciętymi nerkami. Ale i tak nie wszyscy uwierzyli...

Czytaj więcej o "miejskich legendach"

Historia o porwaniach dzieci pojawia się w dwóch wersjach:

Wersja numer jeden - pesymistyczna - dziecko nagle znika (np. ze sklepowej bawialni), ślad po nim ginie, na kilka godzin (w innych wersjach: na kilka dni), a następnie zostaje podrzucone pod drzwi rodzinnego domu z informacją: "Jedźcie do szpitala, dziecko nie ma jednej nerki".

Wersja numer dwa - optymistyczna. Dziecko jest porwane, uśpione chloroformem (w innych wersjach: odurzone narkotykami). Kidnaperzy zanoszą je do łazienki, tam obcinają mu włosy i przebierają. Na skutek cudownego zbiegu okoliczności dziecko udaje się uratować.

Tak miało być m.in. w Gdyni. I chociaż historia Bartusia jest od początku do końca zmyślona, w Trójmieście panuje panika. Listy i e-maile opisujące historię Bartka trafiają do redakcji lokalnych mediów.

Matki proszą, żeby pisać, przestrzegać uczulać, bo przecież porywają...

Na forach dla rodziców wrze - matki przekazują sobie kolejne wersje historii z różnych miast. Dla nich to tylko potwierdzenie, że na narządy ich dzieci dybie mafia. Nie, że to humbug.

Na forum netmama.pl na jedną z pań, które mówiły, że to wymysł i historia wyssana z palca posypały się gromy.

Nijak nie przekonują też argumenty logiczne - skąd porywacze dziecka mieliby wiedzieć, gdzie maluch mieszka. Nieprzytomne po operacji dziecko trudno zapytać o adres. Dla zaniepokojonych mam to żaden argument.

Matka matki nie okłamie: porywają

Internautka "klio1" na forum e-dziecko pisze: "O takiej sytuacji dowiedziałam się od przyjaciółki, która mnie ostrzegała. Dziecko jej koleżanki z pracy miesiąc temu w katowickim Auchan zostało porwane i znalezione po szybkiej interwencji ochrony w toalecie właśnie oszołomione, ogolone i przebrane. Chyba przyjaciółka w tak ważnej sprawie nie żartowałaby ze mnie, a jej koleżanka z pracy nie wymyślałaby takich strasznych historii o swoim dziecku".

Bo porywają i już

Na forum e-dziecko.pl matki zastanawiają się, czemu media - i radio, i gazety - o tym przerażającym problemie milczą. Pojawiają się spiskowe teorie, że wszystkim kręci mafia, która dziennikarzom nie pozwala mówić i pisać o takich "tragediach".

Specjalną stronę o "legendach miejskich" - m.in. porwaniach dzieci w marketach - prowadzi dr Filip Graliński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. - To teraz zdecydowanie najpopularniejsza polska legenda miejska, współczesna inkarnacja czarnej wołgi... Widzę, że ostatnio mam bardzo dużo wejść na moją stroną po zapytaniach w wyszukiwarce Google typu "porwanie w ikea", "porwanie w galerii krakowskiej", "porwania dzieci w marketach", "Auchan Bielsko-Biała porwanie". Wniosek z tego taki, że krąży to podskórnie w społeczeństwie. Ta mrożąca krew w żyłach historyjka opowiadana była i jest na całym świecie - dodaje Graliński.

Źródło: polacy.ch/forum/viewtopic.php?t=6025